Pieniny i okolice Szczawnicy na rowerze

Pieniny to niskie, lesisto-łąkowe góry umiejscowione zbyt blisko Tatr, aby zanęcić turystów żądnych prawdziwych wyzwań. Co nie znaczy, że nie warto tam pojechać i w ciągu jednego, czy kilku dni zaznać wszystkich najważniejszych lokalnych atrakcji. Ale najlepiej (co polecam nawet ja, zagorzały taternik) odkrywać je w inny sposób – właściwy dla ich odmiennego charakteru.

Takie to są góry - fot. Lesław Obłój
Takie to są góry. Na horyzoncie Wysoka i pasmo Durbaszki.

Mimo że, z Tatrami konkurować nie mogą w żadnym aspekcie „górskości”, oferują coś innego. Ich malowniczość jest inna, atmosfera odmienna, innego rodzaju piękno, nieco inne emocje. Ale duch gór unosi się także nad Pieninami. Warto go poczuć.

mapa Pienin - fot. Lesław Obłój
Pieniny - mapa omawianego obszaru
autor: Aotearoa (wikipedia.org), modyfikacja: Lesław Obłój - licencja na mapę: Creative Commons

Obszar Pienin Właściwych (Środkowych) z masywem Trzech Koron to w głównej mierze Pieniński Park Narodowy z wieloma ograniczeniami właściwymi takim obszarom i wzmożonym pieszym ruchem turystycznym. Jest to dla turysty pieszego najatrakcyjniejsza kraina w okolicy, ale na ogół nie nadaje się do turystyki rowerowej. Co innego Małe Pieniny. Albo nawet więcej obszar Małych Pienin powiększony o ziemie do granicy Beskidu Sądeckiego. Czyli w uproszczeniu od okolic Vielkiego Lipnika na Słowacji do Prehyby czy może lepiej do Pasma Radziejowej - należącego już do Beskidu Sądeckiego. To jest wręcz raj dla turysty rowerowego. Ten właśnie skrawek Polski ale i Słowacji chciałbym tu zarekomendować. Przez lata dane mi było przejechać wielokrotnie i na różne sposoby ten obszar. W deszczu czy upale, wiele razy samotnie, ale i z synem czy z przyjaciółmi. Na rowerze sztywnym i na w pełni amortyzowanym ścieżkowcu.

Piorun udarza w Jarmutę - fot. Lesław Obłój
Piorun udarza w Jarmutę 794 m n.p.m
W dolinie Szlachtowa

Pieniny to taki zakątek, gdzie w górach jeszcze mieszkają ludzie, wiodąc swoje zwyczajne życie w oderwaniu od turystycznych walorów regionu. Niestety, w znacznym stopniu nie są to rdzenni (związani z tym miejscem od wieków) mieszkańcy, bo ci w większości zostali wysiedleni tuż po II wojnie światowej w ramach akcji „Wisła”. Byli to przeważnie Łemkowie. Nieliczni spośród nich powrócili później na ojcowizny, ale zastawszy w swoich domach nowych gospodarzy – także przesiedlonych skądinąd na te ziemie – osiedlili się w nowych miejscach. Warto nadmienić, że nie słyszałem, aby ludność łemkowska tu zamieszkująca kolaborowała jakoś specjalnie podczas II wojny światowej z hitlerowcami czy z bandami UPA.

Pienińskie lato - fot. Lesław Obłój
Pienińskie lato. Po burzy w nagrodę tęcza i piękne słońce.

Zastosowano, więc wzorowane na sowieckim „zarządzanie zasobami ludzkimi” – z wielką szkodą dla ludzi rzecz jasna. Przemiany społeczne docierają oczywiście także i tu, ale ludność zamieszkująca okolice Szczawnicy do tej pory w pewnej części żyje w symbiozie z przyrodą - jak dawniej, wypasa owce, wyrabia sery. To ziemia gdzie bacowie i juhasi zapalają w nocy ogniska, pozwalające się ogrzać, zjeść coś ciepłego i odpędzić wilki. Gdzie ostry zapach dymu wyczuwa się nawet w niedzielę w kościele...
Warto wspomnieć o niezwykle ciekawej i tajemniczej przeszłości geologicznej tych gór, ale to temat zasługujący na odrębny i dłuższy wywód.

W tych górach znajdziemy i wielokilometrowe podjazdy, i szybkie zjazdy. Mnóstwo pięknych widokowo tras. Podczas zjazdów trzeba uważać aby się nie zapatrzeć na Tatry, bo one zawsze zapraszają – nawet z daleka. Po drodze możemy spotkać i unikalne zabytki historyczne, w tym przecudnej urody i bezcennej wartości kościółki – w przeszłości cerkwie. Piękne skałki, niejednokrotnie wyglądające jakby wyrosłe z niczego.

Pienińskie potoki - fot. Lesław Obłój
Pienińskie potoki

Są twarde, niesamowicie szybkie, ale i techniczne szutry. Można spotkać glinę i trawę. Zbłądzimy w miejsca gdzie kamienie uniemożliwiają normalną jazdę, będą zaś przyjemnym wyzwaniem dla rozmiłowanych w takich przeciwnościach. Chcąc poważnie podejść do odkrywania tych terenów wiele razy trafi się przejazd przez potok, ale i niejednokrotnie będzie trzeba jechać jego korytem pół koła w wodzie. Na niektórych trasach zalecana jest ustalona strategia postępowania w przypadku spotkania z psami pasterskimi, takimi bez bacy - samotnie strzegącymi swojego wyimaginowanego obszaru. Albo z bacą czy juhasem co może dawać tylko ułudę bezpieczeństwa, bo właściciel na uwagę o agresywnych psach odpowie „panie nie bójcie się - on scepiony”. Strategi na bacę po prostu nie ma. Chyba że chce się zepsuć sobie wyjazd. Ot, parafrazując jedną znaną wypowiedź można skonstatować „takie mamy tu góry” Czeka nas przeto prawdziwa przygoda. Wiele propozycji dla sportowców, dla odkrywców i prawdziwych turystów, takich co lubią cały dzień na siodełku spędzić. Prawdziwa turystyka przyprawiona przygodą nie raz w dzikim terenie. Zapraszam. W rejonie Szczawnicy nie ma żadnego tzw. bike parku. Najbliżej położony tego typu obiekt znajduje się nieopodal bo w Kluszkowcach. Ale ja nie o tym !

Jako bazę wypadową do wycieczek w te tereny polecił bym Szczawnicę. Miasto to jest interesującym - niezwykle urokliwym uzdrowiskiem położonym w dolinie Grajcarka. Gdzieś pomiędzy Pieninami a Beskidem Sądeckim. Uroki tej okolicy to specyficzny (mający właściwości ponoć wręcz uzdrawiające) mikroklimat, wody mineralne leczące jak podają, rozliczne dolegliwości i co naistotniejsze: bliskość gór.

Pienińskie błoto - fot. Lesław Obłój
Pienińskie błoto

Wspomniane położenie geograficzne Szczawnicy czyni z niej wymarzoną bazę do wypraw w okoliczne góry i lasy. Jest to bez wątpienia centrum turystyczne tych okolic. Nie szukajmy tam jednak klimatu Krupówek znanych z Zakopanego. Szczawnica jest wolna od tego typu emocji i … całe szczęście. Z uwagi na położenie geograficzne najbardziej naturalnym celem wycieczek rowerowych w tych okolicach mogą stać się Małe Pieniny czy południowy skraj Beskidu Sądeckiego. W samej Szczawnicy, albo w najbliższej okolicy (Szlachtowa, Jaworki, Biała Woda), można znaleźć komfortowy i dość tani nocleg. Dla stroniących od wiejsko-agroturystycznego, czy uzdrowiskowego klimatu, a lubiących podróże z sakwami polecam Schronisko pod Durbaszką i na Prehybie. To duże obiekty i na tyle oddalone od siebie, że mogą uzupełniając się, stanowić tymczasowe bazy ułatwiające dokładniejsze poznawanie okolicy już na lekko.

Gdy nie możesz, albo nie chesz spać - fot. Lesław Obłój
Gdy nie możesz, albo nie chesz spać. Pienińskie niebo

Na szutrówki których jest tam olbrzymia ilość i właściwie można się do nich ograniczyć (jeśli ktoś nie chce, nie ma siły, albo obawia się trudniejszego terenu), wystarczy na ogół rower trekingowy. Ja przez lata jeździłem tam całkowicie sztywnym rowerem MTB na 26 calowych kołach. Ostatnimi czasy jednak używam, w pełni amortyzowanego ścieżkowca. Pozwoliło to z większą przyjemnością i bezpieczniej jeździć po trudniejszych trasach, wybierać czasem po portu łąkę jako drogę zjazdu, albo koryto rzeki. Na pewno zaś, czuć się bezpieczniej, nawet na szutrowych, czy błotnistych zjazdach w deszczu. Z wiekiem też ciało trudniej znosi niewygody, taki rower pomógł uzyskać korzystniejszy bilans relacji cierpienie/przyjemność. Wiele z taras przejechałem z synem Franciszkiem. Niektóre trasy szutrowe o długości kilkudziesięciu kilometrów nadawały się nawet dla 7 latka z rowerkiem na 20' kołach. Słowem każdy może tam znaleźć coś dla siebie.

Szutrówka czeka - fot. Lesław Obłój
Szutrówka w środku lasu ... zaprasza

Trasy i rejony

Kiedy przebywam w Pieninach moją bazą jest zwykle Szlachtowa. Osada położona tuż koło Szczawnicy – teraz to nawet administracyjnie jej część. Wycieczki zaczynam więc od razu na rowerze. Tak naprawdę nie bardzo lubię mieszać turystyki samochodowej z rowerową, ale czasem trzeba. W tym kontekście warto dodać iż w rejonie Szczawnicy i Pienin jest mnogość dogodnych parkingów toteż z pozostawieniem samochodu w bezpiecznym miejscu nie będzie problemu. Opisywany obszar jest spory, warto go więc podzielić pod względem charakteru i miejsca wycieczek. Każdy z obszarów, tu jedynie zaanonsuję. Szczegółowo , obszernie i rzetelnie przedstawię na oddzielnych stronach.

Nad Dolinę Białej wody nadciąga burza - fot. Lesław Obłój
Nad Dolinę Białej wody nadciąga burza

Prehyba ( Przehyba, są Prehyby na kóre mówią Przegibek)

Przebywając w tej okolicy wycieczkę na Prehybę po prostu należy odbyć, a nawet ją odbywać bo wariantów jest wiele. Trasy na Prehybę wybiorą raczej nieco wytrawniejsi kolarze, choć odcinakami niektóre przejechałem także i z 10 letnim synem. Dużym walorem tych dróg jest możliwość doświadczenia odmienności charakteru gór. Wycieczkę rozpoczynamy w krajobrazie Małych Pienin a kończymy w Beskidzie Sądeckim. Warto rozważyć odwiedzenie całego Pasma Radziejowej to naprawdę piękna i wymagająca wycieczka. Mimo szutrowych dróg niejednemu zdarzy się zsiąść z roweru na podjeździe. Ale czekają nas także ponad 10 kilometrowe zjazdy w nieraz luźnym czy mokrym szutrze... Drogi szutrowe to ważny wyróżnik tych ziem. Dają dużo możliwości, szybkiego przemieszczania się w pięknym lesie nawet dla posiadaczy rowerów trekingowych. Warto nie tracić koncentracji, bo około 50 na liczniku na kilkunastokilometrowych zjazdach nie powinno zaskaiwać. Dla bezpieczeństwa warto jednak zwolnić do 40'stki... bywają zdradliwe luźne kamienie, nagłe zakręty i czasem inni użytkownicy tych dróg z naprzeciwka. Na Prehybie jest duże schronisko, bardzo dobre miejsce aby się zatrzymać na dłużej.

Można jeździć aż po Tatry - fot. Lesław Obłój
Patrząc z grzbietów, we właściwą stronę zawsze można zobaczć Tatry

Dolina Białej Wody

Ten obszar znajduje się tak trochę na końcu świata, tak jak to bywa w przypadku rejonów przygranicznych, bo jest właśnie na granicy polsko-słowackiej. Tu jeszcze wypasa się owce jak za dawnych czasów. A juhasi opowiadają jak to sprytny wilk podkradał się do zagrody i nie muszą to być historie z ich dzieciństwa tylko współczesne - choćby z poprzedniej nocy. Taki świat z roku na rok jednak zanika, powoli zamienia się Cepelię czyli wypas owiec tzw. kulturowy, trochę niby dla zachowania tradycji, serów i wełny ale tak naprawdę to na pokaz dla turystów. Oczywiście taki walor także jest na swój sposób cenny, ale nie to chciałbym tu znaleźć. To zakątek z kilkoma pięknymi rezerwatami przyrody, ciekawymi formacjami skalnymi - oddaje prawdziwy charakter tych gór. Można rozważyć trasy zarówno na wielogodzinną trudną wyprawę jak i na wycieczkę z dziećmi. Dla kolarzy ceniących sobie turystykę też będzie sporo okazji aby z roweru zejść i oddać się kontemplacji zabytków kultury materialnej albo zakątków przyrody rowerowi niedostępnych. Tu polecił bym Wąwóz Homole, Rezerwat Biała Woda, cerkiew w Jaworkach. Mocniejsi kolarze za pewne też rozważą rozpoczęcie wycieczki pod Wąwozem Homole, aby przez Obidzę (albo Durbaszkę) i Pasmo Radziejowej Wrócić w to samo miejsce. To naprawdę warianty mogące zrobić wrażenie i pozwolić rozsmakować się w uroku tych okolic.

Wieczór się zbliżą czas wracać - fot. Lesław Obłój
Wieczór się zbliża, czas wracać

Pasmo Durbaszki

To klasyczna wręcz wyprawa w rejonie Małych Pienin. Trudna wyrypa, bogata w warianty, długa i urozmaicona technicznie. Zaprawiona niesamowitymi widokami, dokładnie wpisującymi się w krajobraz tych ziem. Piękno krajobrazu i emocje opisują najlepiej tą rasową pienińską wycieczkę. Wjechać na grzbiet Wysoka – Durbaszka można na przeróżne sposoby. Czy to z Szlachtowej czy przez Schronisko pod Durbaszką albo nawet od strony Jaworek czy Białej Wody, Na trasie nie zabraknie trawiastych zjazdów w szybkim tempie. Można także w dogodny sposób przemieścić się na rowerze z Schroniska pod Durbaszką do Schroniska na Prehybie dalej jeśli obszar Szczawnicy i Małych Pienin uznamy za objechany udać się przez Prehybę do Starego Sącza czy innych miejscowości w Beskidzie Sądeckim

Perseidy - fot. Lesław Obłój
Perseidy 2018 nad pasmem Durbaszki
choć na miniaturze nieco umykają uwadze

Czerwony Klasztor

Wycieczka do Czerwonego Klasztoru prócz niezwykłego piękna Przełomu Dunajca niesie ważną treść. Pokazuje iż przyroda nie daje się podzielić granicami. Przekraczając zaś jeszcze nie tak dawno mocno chroniony punt graniczy nie sposób nie wzbudzić refleksji iż tyle się ostatnio (oj to już zponad 20 lat... ) zmieniło. O tym iż jesteśmy w innym państwie informują tylko szlakowskazy w języku Słowackim … Są ludzie którzy przyjeżdżają tu dla tej jednej trasy. Przełom Dunajca. Spływ z jego nurtem, rubaszni flisacy, powtarzający co dnia po kilkanaście razy (bo każdej grupie z którą płyną): „Dunajec woda do jajec” i takie tam elokwentne kwiatki... Piękno stromych skałek, dzięki czemu brzeg nieraz liczy kilkadziesiąt metrów! Czasem wzburzony, groźny nurt rzeki. To wszystko jest dobrze rozreklamowane – przez lata stało się porządnym, doskonale funkcjonującym biznesem. Gdzie w tym wszystkim miejsce na rower? Czy flisak zabierze rower na swoją tratwę – za opłatą z całą pewnością!

Szlachtowa jak z obrazka - fot. Lesław Obłój
Szlachtowa jak z obrazka

Okazuje się jednak iż Przełom Dunajca można podziwiać także z lądu, jako że wzdłuż jednego z jego brzegów istnieje droga, która jest nawet od jakiegoś czasu oznakowana jako szlak rowerowy. Dla porządku wypada zaznaczyć iż jako szlak pieszo-rowerowy. Trakt ten jest na tyle urzekający że warto go przejechać, a nawet jak wspominałem znaleźć się tu tylko po to aby sławny Przełom Dunajca właśnie „przejechać” a nie „przepłynąć”. Szlak ten nosi nazwę Droga Pienińska (slow. Pieninska cesta) i został wymyślony przez Józefa Szalaja. On też rozpoczął jego budowę w 1870 r. Warto zapamiętać to nazwisko, bo Józef Szalaj to bodaj najważniejsza postać w historii Szczawnicy. Dojechawszy do Czerwonego Klasztoru można zwiedzić przygraniczną okolicę. Sama trasa to łatwy szuter, nadaje się nawet dla sprawnych dzieci. Na trasie zwykle dużo ludzi warto zacząć przejazd wcześnie rano.

* W S P A R C I E *

Dokładam starań, aby treści zawarte w serwisie, były interesujące, pomocne i inspirujące. Wszystkie, zaś są unikatowe.
Serwis jest autorski i darmowy, a bez reklam ! Jeśli wydał się wartościowy na tyle, że inicjatywa jest warta wsparcia,
proszę to uczynić, wpłacając "podarek" na konto : 59 1140 2004 0000 3102 3063 6346 Lesław Obłój


© 2007-2020 Lesław Obłój