Tatry : Szpiglasowa Przełęcz i Szpiglasowy Wierch na zimowo w śnieżycy. Trudne warunki choć już nie zima.

20.04.2016
Morskie Oko [7:15] – Szpiglasowy Wierch [10:45] - Morskie Oko [13:45]

Po takim dniu jak wczoraj (Mięguszowiecki Szczyt Czarny na zimowo solo - odnośnik do opisu) zaplanowałem łatwą a widokową trasę. Ale góry zdecydowały jakby inaczej, pokazując iż sformułowaniem „ławy” nie należy szafować. A widkowość, hmmm...


Śnieżyca walczyła z dobrą pogodą - fot. Lesław Obłój
Śnieżyca walczyła z dobrą pogodą

W nocy spadł śnieg, za oknem schroniska taka mała, malutka zamieć. Niespiesznie z pełnym plecakiem szedłem Ceprostradą. Pogoda nieprzyjemna wilgotno wietrznie i zimno. Po wyjściu z kosówki założyłem raki aby łatwiej korzystać z zimowych skrótów. Piękne widoki na Mnicha i Cubrynę szybko zasłoniły chmury. Bez widoczności szedłem Ceprostradą. Tak topograficznie łatwiej – nie dało się skorzystać z wielu skrótów zimowych, a i w przebiegu regularnego szlaku zorientować się było czasem trudno. Na każdym żlebie stare lawinisko, na zlodowaciałem śniegu, zaś świeżego puchu (albo innego gatunku śniegu) było czasem pod kolano. Trawersy były czujne i nieładne. Nawet czekan by się przydał, ale nie zabrałem go.

Cubryna Mnich - fot. Lesław Obłój
Cubryna 2 376 m n.p.m. i Mnich

Na Szpiglasową Przełęcz wyszedłem po zlodowaciałej zaspie wyrąbując dla pewności stopnie. Szybko wszedłem na Szpiglasowy Wierch. Czekanie na poprawę pogody nie przyniosło rezultatów. Wiało i śnieżyło nieprzyjemnie a widoków brak. Z Szpiglasowej Przełęczy dostrzegłem jakiegoś turystę kończącego trawers z Niedźwiedzia do końcowego żlebu wyprowadzającego na przełęcz. Akurat stał w śnieżycy z plecakiem u nogi i patrzył w moim kierunku, nie wyglądał na zdziwionego. Za to ja byłem bardzo zdziwiony, bo w takich warunkach to nieprzyjemna trasa. Czekałem na niego ale się nie pojawiał. Zszedłem więc kawałek żlebem w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich. Było dużo świeżego śniegu – gorszego gatunku niźli od strony Morskiego Oka, odrywały się miękkie deski – tragedii nie było, ale można powiedzieć że było raczej nieładnie i niezachęcająco...Tylko ten ktoś...Wpatrywałem się ile się dało ale ani postaci ani jej śladów nie dostrzegłem. Znów jakiś górski omam, albo niewiadomoKTO.

Z Szpiglasowego Wierchu na Szpiglasową Przełęcz - fot. Lesław Obłój
Z Szpiglasowego Wierchu na Szpiglasową Przełęcz w najlepszym widokowo momencie

W końcu zrezygnowałem z powrotu przez Piątkę głównie z uwagi na już (od teraz) całkowity brak widoczności i związanej z tym możliwości oceny trudności trasy. Wracałem do Moka. Warunki się pogorszyły. Mój ślad został zawiany. Pracowicie wydeptywane trawersy należało prowadzić od nowa w głębszym jeszcze śniegu. Co więcej tuż pod Szpiglasową Przełęczą schodząc inną drogą zapchałem się w jakieś „trudności”, kilka razy gubiłem trochę orientację. To bardzo znane mi okolice wdzięczne szczególnie w zimie z uwagi na szerokie możliwości skracania Ceprostrady. Stąd żadnej niepewności nie było, najwyżej złość i żenada iż na takiej trasie też można „pobłądzić”. Im niżej tym widoczność lepsza. Wykorzystywałem wszystkie możliwości skracania sobie drogi.

Wrota Chałubińskiego - fot. Lesław Obłój
Wrota Chałubińskiego ... jak na wrota przystało

Przy rozwidleniu szlaków pod Mnichem spotkałem krzepkiego górnika z Zabrza, który udawał się na Wrota Chałubińskiego. To był jedyny człowiek którego przez ostatnie dwa dni spotkałem w górach. Na Mnichu zaś trzy osobowy zespół kończył właśnie drogę, a ja w pełnym słońcu schodziłem do Moka. Dobrze że po wczorajszym sycącym wyczynie, trafiła się pokorna pogoda. Pokazało to po raz kolejny jak akcja w górach zależy od panujących warunków. Jak w jeden dzień można pewnie wejść na Czarnego a w drugi zawrócić ze Szpiglasa. Po szybkiej zupie i kilku kubkach wody w schronisku zszedłem szybko, bo poniżej 1,5 godziny do busa.

Mnich - fot. Lesław Obłój
Mnich 2068 m n.p.m. i Cubryna
To ulubiony widok dziś

Jak to zwykle bywa byłem niby syty gór ale i złakniony za razem. Tak jakby dopiero teraz chciało się coś poważniejszego zaplanować. Dwa dni temu w drodze do Morskiego Oka jadąc sam w busie, rozmawiałem z miłą busiarką, która w góry nie chodzi, „co najwyżej w lecie i to w dolinki”. Na jej pytanie po co chodzę w góry a w dodatku sam w zimie i wysoko gdzie jest niebezpiecznie. Odpowiedziałem jej że można wymienić wiele powodów i każdy jak również wszystkie razem będą prawdziwe. Ale tak naprawdę nie da się tego wytłumaczyć. Albo się to czuje i wtedy jest to oczywiste albo nie. Po powrocie do domu moja 6-letnia córka Marysia wyraziła spontanicznie refleksję: „dobrze tato że wróciłeś, ale dobrze że byłeś w tych górach, bo jakiś lepszy jesteś i mniej krzyczysz na dzieci”. Mam nadzieję ze choć trochę tak właśnie jest.

© 2007-2016 Lesław Obłój