Tatry : Sławkowski Szczyt w śnieżycy. Powyżej Nosa zimowe trudne warunki. Wycof. Teryho Chata we mgle.

14.05.2016
Stary Smokovec [5:00] – Sławkowski Szczyt (2452 m n.p.m.) - Stary Smokovec [14:00]

15.05.2016
Stary Smokovec [5:20] – Teryho Chata (2015 m n.p.m.) - Stary Smokovec [13:20]

Pierwszy od około 15 lat wyjazd z Wojtkiem! Kiedyś stanowiliśmy, myślę zgrany zespół. Mentalnie się chyba nic nie zmieniło. Choć fizycznie Wojtek nie miał dziś dobrego dnia. Jako że z uwagi na mocne skurcze mięśni musiał zawrócić z drogi. Dlatego w zasadzie szedłem na Sławkowski samotnie.


 Świat ponad Nosem-fot. Lesław Obłój
Świat ponad Nosem

Od rana zachmurzenie 100 % i deszcz. Nie była to przyjemna wycieczka. W wyższych partiach gór deszcz przechodził w deszcz ze śniegiem i mokry śnieg. Pomimo to do około 1900 m n.p.m. szło się znośnie. Widoczność była przyzwoita, jakaś malutka nadzieja na lepsze warunki była. Wyżej zalegał świeży śnieg. Początkowo tylko utrudniający odnalezienia ścieżki w skalnych rumowiskach. Zaczął też coraz mocniej ujawniać się wiatr. Osiągnięcie Nosa (około 2200 m n.p.m.) oznaczało wejście w prawdziwie zimowy świat. Taki jak lubię surowy i jak by niektórzy określili – niedostępny. Zalegało mnóstwo starego zimowego śniegu, na którym grubą warstwą zalegał świeży. Elektroniczne prognozy pogody zapowiadały opad około 40 cm świeżego śniegu w ostatniej dobie. Prawdę mówiąc nie chciało mi się w to wierzyć. Rzeczywistość pokazała iż było w tym sporo prawdy. Dzień wcześniej nie dało sie ocenić ilości śniegu bo widać było tylko Nos. Dalej (wyżej) mglisto - może padał śnieg?

 Nawis jakby zimowy, a to jeszcze nie grań szczytowa-fot. Lesław Obłój
Nawis jakby zimowy, a to jeszcze nie grań szczytowa

Nie było założonego żadnego śladu. W lecie na Sławkowskim byłem już wielokrotnie, w warunkach zimowych z uwagi na dziwne antyturystyczne przepisy słowackie wybrałem się tam po raz pierwszy. Miałem przeto przyjemność nieskrępowanego wyboru trasy. Wysoko śnieg padał intensywniej i wiało. Miałem co chciałem i tak jak chciałem czekałem tylko na rozwianie się chmur i klasyczne TA DAM. Nie tym razem. Teraz śnieg niesiony wiatrem znacznie ograniczał widoczność i tak nikłą z powodu zachmurzenia.

 Sławkowski Szczyt (2452 m n.p.m.)-fot. Lesław Obłój
Sławkowski Szczyt (2452 m n.p.m.) - poranek dnia następnego

Na podejściu śnieg był naprawdę nieładny – świeża warstwa z opadu i naniesiona wiatrem do kolan a miejscami wyżej. Mozolnie się szło, co kilka kroków śnieg się osuwał. Nie czułem lawinki ale utrudniało to i tak mozolny marsz. Im wyżej tym widoczność była gorsza. Wszedłem w regularną zamieć. Widać było kilka metrów i to nie za dobrze. Przystanąłem w bezpiecznym miejscu i czekałem na widoczność. Zamieć chwilowo zelżała – widać było grań szczytową z samym tylko śniegiem z nawisami - żadnych skał. Zima jak nic! Wzrosły nadzieje na odsłonięcie (TA DAM), a tu co ??? Ktoś idzie w moją stronę ze szczytu. Ładnym trawersem, takim właśnie jak należy iść. Nawet po chwili przystanął, ściągnął plecak. Ucieszyłem się, właśnie o takie zdjęcie mi chodziło. W pełnej bieli bez skał z efektownymi nawisami samotny wędrowiec. Idealnie było by żeby podszedł jeszcze trochę w moją stronę. Może widoczność się jeszcze poprawi, przecież tam jest Gerlach, tam Łomnica...

Wejśćie w mglisty świat okoic Teryho Chaty-fot. Lesław Obłój
Wejśćie w mglisty świat okoic Teryho Chaty

Tylko do jasnej cholery skąd on się tam wziął? Z dołu ? O której wyszedł? Bo jeśli nie ze Smokovca to skąd? Biwakował, wyszedł inną – dziką drogą? W takich warunkach? Zaczęło znów wiać – zdjęcia nie będzie. Ale podejdę do niego pogadamy. Zwłaszcza ze idzie w moim kierunku. Niestety zmieć się wzmogła zamieniając w białe piekło. Wędrowca nie było. To był mój górski Anioł Stróż. Uświadomiłem sobie że widziałem go już wcześniej kilka razy (ostatnio pod Szpiglasem – Szpiglasowy Wierch w śnieżycy - odnośnik do opisu ). Zawsze w podobnych okolicznościach – w trudnym decyzyjnym momencie i ciężkich warunkach pogodowych. Szkoda ze nie wyjąłem aparatu. Zdjęcia Anioła Stróża w górach to pewna okładka National Geographic albo i nawet L'Osservatore Romano...

 Wanty we mgle-fot. Lesław Obłój
Wanty we mgle

Próbowałem jeszcze iść doszedłem na jakieś małe kilkadziesiąt metrów od grani szczytowej, która odsłoniła się na krótką chwilę. Później nie było jakichkolwiek widoków. Wycofałem się niżej w bezpieczniejsze rejony. Po chwili znów podszedłem. Po takiej niegładkiej trasie potrzebowałen dziś nagrody - szczytu! Myślałem: robić trawers na czuja, iść do grani i granią na bardziej niebezpiecznego czuja...Nic mi nie pasowało. Śniegu dużo i paskudny, nawisy, widoczności brak. Jeszcze mokry śnieg z wiatrem dokończył dzieła rozpoczętego przez deszcze 5 godzin wcześniej. Byłem mokry zmarznięty. Choć dobrze się czułem i w formie – nie było kryzysu. Uświadomiłem sobie że zawsze kiedy widziałem Anioła zawracałem. Postanowiłem i tym razem posłuchać głosu z wysoka. Wycof!

Zajście jak wejście we mgle- fot. Lesław Obłój
Zajście jak wejście - we mgle

Zejście było męczące - warunki zrobiły swoje. Jeszcze telefon Wojtka nie odpowiadał (malutkie a'propos...Wojtek projektuje linie telekomunikacyjne), Zaświtała mi myśl, że może jednak pokonał kryzys i poszedł moim śladem. Więc przeszukałem okolice, nawoływałem go. Niepokoiłem się bardzo, bo warunki były naprawdę nieciekawe. To kosztowało mnie trochę dodatkowych sił i fizycznych i psychicznych. (W góry zabrać krótkofalówkę i dać koledze !) Jak na takie warunki przystało już poniżej Nosa pogubiłem trochę szlak, bo ślad przykrył świeży śnieg (wiedziałem gdzie iść bo topografia terenu tam nietrudna -tylko trudno było odszukać najlżejszą drogę i pochodziłem znów za dużo w rakach po pochyłych kamieniach). Już sporo poniżej Nosa na jednym z trawersów zauważyłem skierowany w dół ślad buta. Więc Wojtek schodzi ! Korzystałem ze skrótów (podobnie jak przy wejściu tak i teraz przy schodzeniu) ale i tak dość długo zajęła mi ta wycieczka. Całkowicie przemoczony dotarłem do Smokovca. Brak satysfakcji szczytowej, ale kawał zacnej przygody zimowej (!) w oficjalnie zamkniętych do końca czerwca Tarach Słowackich. I to jest godne wyrzeczeń.

A to prowokacja pogody - bezmieglny potok (Studenny) Zimna Woda - fot. Lesław Obłój
A to prowokacja pogody - bezmieglny potok (Studenny) Zimna Woda
ja wolę mgliste góry

Drugiego dnia piękny wschód słońca budził nadzieje na widowiskowy-widokowo dzień. Spektakl trwał jednak tylko godzinę. Później przez cały czas szliśmy we mgle. Towarzyszył nam niegroźny konwekcyjny opad. Skręt w lewo przy końcu dolnych partii Doliny Małej Zimnej Wody (Malej Studenej Doliny) był wejściem w śnieżny i mglisty świat. Nastrój był niesamowity, a śnieg idealny. Lekko zmrożony, znakomicie trzymający, czy to buty czy raki. Wejście i zejście w zasadzie bez historii. Było klimatycznie, ale sceneria surowa górska.
Bardzo się cieszę z tego wyjazdu. Bo Wojtek wrócił ze mną w góry! Cieszę się z zimy w górnych partiach Tatr. Żal szczytu który był już jakby mój. Ale Anioła trzeba słuchać. Szkoda widoków bo oba docelowe miejsca są szczególnie bogate pod tym wzgledem.

© 2007-2016 Lesław Obłój