Tatry : Wycieczka na Kościelec z rodziną. Nieprzebrane tłumy na trasie. Przez to było ciężko jak nigdy. Na dodatek interwencje TOPRu obok nas.

15.08.2019

Kuźnice – Murowaniec (Doliną Jaworzynki) – Czarny Staw Gąsienicowy – Mały Kościelec – Przełęcz Karb – Kościelec 2155 m n.p.m – Przełęcz Karb – Dolina Gąsienicowa Zielona – Murowaniec – Kuźnice (Doliną Jaworzynki)

Wyjechaliśmy najwcześniej jak się da. Busem o 7 spod dworca (tak kiedyś się mówiło i była to prawda – teraz prawdziwsze było by spod Leclerca, bo ten właśnie sklep mieści się od około roku w tym samym budynku).

Poranna rosa w Dolinie Jaworzynki - fot. Lesław Obłój
Poranna rosa w Dolinie Jaworzynki

Po krótkim zatrzymaniu i drugim śniadaniu w schronisku poszliśmy w góry. Widząc co się dzieje (mam na myśli wzmożony ruch turystyczny) zdecydowaliśmy iż żona poświęci się aby nie dotykać dziś skały i tylko przejdzie z Marysią (9 lat) i Anielą (7 lat) przez Karba na stronę Zieloną,

Ukwiecona Hala Gąsienicowa - fot. Lesław Obłój
Ukwiecona Hala Gąsienicowa

zaś ja z Frankiem (12 lat) zdobędziemy szczyt. Było gorąco, bezchmurnie i bardzo gęsto. Tzw. piękna pogoda. Mnie taka aura nie inspiruje i nie zaprasza, ale trzeba brać co góry dają. Więc próbowaliśmy to przyjąć !

Pięknie się dzieje koło Kościelca - fot. Lesław Obłój
Pięknie się dzieje koło Kościelca
Świnica spowita chmurą

Szliśmy przeto od strony Czarnego Stawu Gąsienicowego wymijając przeróżne wycieczki. Było prawie tak jak zwykle: do Murowańca - tłumy, do Czarnego Stawu - tłumy, ale mniejsze, na Karba już całkiem miło – gdyby nie wycieczka - 25 dzieciaków ciurkiem i zgiełkliwie idących. Za to na Kościelcu zamiast względnej samotności znów tłumy – przynajmniej jeśli weźmie się pod uwagę proporcje. Warto nadmienić że już rano z Małego Kościelca widzieliśmy akcję TOPRu na szczycie który dzisiaj był naszym celem.

Helikopter(y) - fot. Lesław Obłój
Helikopter(y) - pierwszy lot
w ten rejon dzisiaj

Wzmożony ruch był i po stronie turystów i taterników. Skała póki co mokra, bo padało w nocy dość intensywnie. To wszystko składa się na zwiększenie prawdopodobieństwa wypadków. Jak się później okazało TOPRowski Sokół widzieliśmy dzisiejszego dnia pięciokrotnie... i to na Kościelcu.

Migawki z trasy - fot. Lesław Obłój
Migawki z trasy

Na tym szczycie byłem wielokrotnie, ale takich tłumów tam jeszcze nie widziałem. Nie wiem jak długo szliśmy od Karba, trzeba było stać co chwila, bo były kolejki przy „trudnościach”. Było przez to ciężko i niekomfortowo! Czasem ktoś tam strącał kamień, ktoś „przeżywał drogę”, wielu zawróciło z podziwem patrząc na Franka i na mnie (w kontekście syna).

Pierszy kominek: trudności - fot. Lesław Obłój
Pierszy kominek - dla niektórych spore trudności
w drodze powrotnej kolejka na 20 osób z każdej strony !

Były i nerwy, bo ktoś tam się niecierpliwił że inny mu blokuje drogę i nie przepuszcza. Prawda jest taka, że szlak na Kościelec jest tak poprowadzony że w razie czego można zwykle bez problemu obejść rzekomego zawaliszlaka, albo oblodzenie (to akurat nie dziś!). Mnie to śmieszyło, bo zwykle najgłośniej krzyczą ci którzy co dopiero wczoraj wyszli poza trudności dolinkowe.

Trochę łatwej wspinaczki - fot. Lesław Obłój
Znów trochę łatwej wspinaczki

Dla ambitniejszych na Kościelec wiedzie wiele dróg wspinaczkowych (taternickich) o rozmaitym stopniu trudności, jakby komu było mało, albo wezbrała w nim silna potrzeba prawdziwego sprawdzenia się. Napisałem to bo takie rzeczy mogą się przyczyniać do wypadków. Jak ktoś jest na tyle sprawny aby obejść ogonek turystów to droga wolna (zwykle tak czynię), ale niech nie wykazuje niepotrzebnego zniecierpliwienia aby popędzać innych, którzy nierzadko mają „śmierć w oczach” przeżywając przygodę życia. Trzeba wiele cierpliwości do Tatr w lecie.

Taternicy na Kościelcach - fot. Lesław Obłój
Taternicy na Kościelcach

Wracając do naszej drogi. Nie mieliśmy ani kasku ani liny, co w tych warunkach było dodatkowym utrudnieniem. W niektórych miejscach Franek poruszał się na granicy swoich fizycznych możliwości. Inaczej: są miejsca gdzie dziecku brakuje trochę zasięgu. Zaś ewolucje wykonuje się w eksponowanym terenie i na śliskiej nie raz skale. Pamiętam kiedy spod pierwszych „trudności” na Kościelcu, którejś jesieni chciał zawrócić mój kolega – mój równolatek – sprawny chłop (czy w końcu wszedł nie pamiętam...)

Zielona Dolina Gąsienicowa - fot. Lesław Obłój
Zielona Dolina Gąsienicowa w oddali Giewont

Franek szedł dzielnie i śmiało, trochę nawet czasem za śmiało. A może tylko takie odnosiłem wrażenie. Stresy za to miałem ja i to nie małe. Dlatego piszę: kask, lina i uprząż przy takim natężeniu ruchu turystycznego dały by mi większy spokój. Wielu turystów szło w kaskach, a dzieci były asekurowane na sztywno czy nawet opuszczane na linie.

Na Przełęcz Świnicką - fot. Lesław Obłój
Na Przełęcz Świnicką

To mogło wywołać w niektórych wrażenie niełatwej góry. Kościelec jest o tyle trudny, że trzeba tam czasem użyć rąk. Główne niebezpieczeństwo przy sensownej pogodzie to wzmożony ruch turystyczny. Ale z drugiej strony przestszegał bym przed bagatelizowaniem tego szczytu. Góry to góry - zawsze zalecana pokora!
Na szczycie było bardzo tłoczno, ale posiedzieliśmy (głównie) na niższym – położonym dalej wierzchołku czekając na światło. Które i tak w odpowiedniej jakości się nie pojawiło.

Już pod szczytem a jeszcze tak wysoko - fot. Lesław Obłój
Już sporo pod szczytem a jeszcze tak wysoko

Taternicy kończyli drogi. Ktoś z turystów się przy nas oświadczył. Dziewczyna przyjęła pierścionek zaskoczona i zeszli. A gdzieżby miała biedna uciec? Słuchałem grupkę z której się Młodzi wywodzili (trudno było nie słyszeć). Najpierw gadali o kiełbasie i kabanosach, a potem pach oświadczyny ! Dla mnie bombowa strategia – należy szczerze życzyć im wszystkiego Dobrego. Romantyzm w narodzie trwa. Kropka !

Mały Kościelec i Karb dalej oblegany - fot. Lesław Obłój
Mały Kościelec i Karb dalej oblegany

Kasia - moja żona z córkami dzwoniła spod Zielonego Stawku, że już nie czekają, więc umówiliśmy się w Murowańcu na obiadku. Szliśmy ich śladem przez Zieloną Dolinę Gąsienicową. Gdy zeszliśmy trochę z Karba zauważyliśmy taterników pod ścianą Kościelca czekających na pomoc. Za chwilę przyleciał TOPR i mieliśmy okazję z bliska podziwiać kunszt ratowników i pilotów.

Poszkodowani taternicy - fot. Lesław Obłój
Poszkodowani taternicy

Najpierw dwukrotnie zawiśli nad wierzchołkiem Kościelca, kogoś zabrali. Za kilka minut przylecieli ponownie, aby znów w dwu rzutach zabrać od podstawy ściany rannych taterników. Wszystko to trwało dosłownie kilka minut. Śmigłowiec w perfekcyjnym zwisie ani drgnął. Wciągniecie poszkodowanych zratownikami to dosłownie chwila i odlot do szpitala. Ten dzień bogaty w interwencje dziejące się na moich oczach. Po raz któryś już dał mi sposobność obserwacji jak chłopaki i dziewczyny z TOPRu działają. Szacunek i podziw ! Zejście do Kuźnic znów w tłumie turystów, mieliśmy jakoś siłę aby wymijać ludzi. Choć moje kolano – tym razem nietypowo: lewe, mocno doskwierało.

Sokół TOPRu ponownie leci po rannych - fot. Lesław Obłój
"Sokół" TOPRu ponownie leci po rannych

Nie mam szczególnie odkrywczych fotografii z Kościelca. Albo byłem bez aparatu albo pogoda była zła, kiedyś baterie mi się skończyły... Tak trochę na siłę zrobiłem jedego jesiennego wieczoru taki reportaż : (Kościelec w lodzie i mgle) . Wtedy brakło mi pół godziny na szczycie aby złapać cudne – pamiętam to nawet po 6 latach, światło zachodzącego słońca. Dziś nic się specjalnego nie działo. Ot solidna letnia seria z akcentami TOPRowskimi. Rodzinnych fotografii za to kilka świetnych pozostanie, ale to nie dla publiczności. Przyjdzie więc mam nadzieję tu wrócić i po zdjęcia także.

Szczyt - fot. Lesław Obłój
Kościelec 2155 m n.p.m.
Aby pokazać że nie byliśmy sami na szczycie
© 2007-2019 Lesław Obłój