Tatry: Rowerem z Zakopanego do schroniska w Dolinie Chochołowskiej. Piękne letnie wyprawy z synem Frankiem Drogą pod Reglami i szlakiem zielonym i z powrotem

19.08.2019

Zakopane ul. Szymony – Skocznia – Droga pod Reglami (szlak czarny) – Kiry (szlak zielony) – Dolina Chochołowska - Schronisko w Dolinie Chochołowskiej - Dolina Chochołowska - Kiry - Droga pod Reglami – Skocznia – Zakopane ul. Szymony

Z walorów Tatr z radością korzystam regularnie od wielu lat. Rowerem jeżdżę od wczesnego dzieciństwa. Ale do tej pory nigdy w Tatrach. Podczas tego wyjazdu udało się pogodzić Tatry przemierzane pieszo z turystyką rowerową.

Droga pod Reglami - zaprasza na rower ! - fot. Lesław Obłój
Droga pod Reglami - zaprasza na rower !

Prawdę mówiąc obszar Tatr po stronie polskiej nie jest przyjazny dla rowerzystów. Nie chodzi tu wyłącznie o ukształtowanie terenu, w wielu miejscach nie sprzyjające przeciętnym kolarzom, lecz raczej o przepisy TPN, które zabraniają poruszania się rowerem na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego.

Śliskie kamienie, korzenie i szuter - fot. Lesław Obłój
Śliskie kamienie, korzenie i szuter

Chcę być tu dobrze rozumiany, szlaki turystyczne są dla wszystkich, ale względy praktyczne i uwarunkowania związane z bezpieczeństwem nakazują czasem „myśleć” za mniej odpowiedzialnych turystów – w ten sposób niejako równa się do ekstremów, ale na razie nie wprowadzono innego - lepszego rozwiązania. Dlatego też, gdy kiedyś w zimie nocą schodziłem przez Skupniów Upłaz do Kuźnic z pełną świadomością ustąpiłem miejsca „szalonym” zjazdowcom na rowerach!

Cudowna wieczorna jazda - fot. Lesław Obłój
Cudowna wieczorna jazda

Warunki były piękne : śnieg, lekki mróz, oni mieli dobre rowery, kolce w oponach, latarki i nawet ładnie podziękowali za mój gest. Pewnie spodziewali się że będą jedynymi użytkownikami tego szlaku. Podczas gdy w myśl przepisów TPN powinni dostać mandaty. Z drugiej strony mały błąd w technice czy orientacji i mogli mi wyrządzić poważną krzywdę!

Klimatyczny mostek - fot. Lesław Obłój
Klimatyczny mostek

Podsumowując: na chwilę publikacji niniejszego artykułu, jedynymi miejscami na terenach turystycznych TPN, albo też graniczących z Parkiem gdzie można legalnie uprawiać sporty rowerowe jest Droga pod Reglami, Dolina Chochołowska – do schroniska, czarny szlak z Brzezin do Murowańca i droga z Kuźnic do Hotelu na Kalatówkach. W razie wątpliwości jest to zawsze pięknie opisane w widocznych miejscach przy szlakach: tabliczka z wyraźnym zakazem jazdy rowerem jednoznacznie wskazuje iż tam rowerami nie jedziemy, zaś zielona tabliczka z białym symbolem roweru zaprasza do jazdy, informując przy okazji pieszych użytkowników szlaku iż rower ma prawo tu być.

Piękny tatrzański las - fot. Lesław Obłój
Piękny tatrzański las

Na terenach dalekich od TPNu korzystamy ze ścieżek na ogólnoprzyjętych zasadach. Czyli czerpiemy z uroków pięknej przyrody dopóki jakiś facet w Toyocie Hilux nie zajedzie nam drogi i trzymając w ręku nabitą dwururkę nie dowiedzie, że ten kawałek lasu do niego należy (przypadek autentyczny znany z autopsji!).

Droga prowadzi skrajem lasu - fot. Lesław Obłój
Droga prowadzi skrajem lasu

Wracając do opisu okołozakopiańskich tras. Byłem i na Kalatówkach i licznych górkach w okolicy. Wśród nich szczególnie polecał bym Drogę Homolacką. Zaczyna się na Antałówce i prowadzi pięknie położonym grzbietem. Rozpościera się stamtąd zaskakująco rozległy i spektakularny widok na Tatry. Początkowo szutrowa nawierzchnia zamienia się w zwykłą miedzę i łąkę. W kilka kilometrów tego zjazdu traci się ponad 100m różnicy wzniesień - sama przyjemność. Z mojego miejsca noclegu to tylko 10 km kółeczko, w sam raz przed kolacją. Franek skutecznie namawiał na kolejne powtórki. Droga Homolacka jest oznaczona szlakiem żółtym, wiodącym na Harendę.

Fragment pierwszego odcinka Drogi - fot. Lesław Obłój
Fragment pierwszego odcinka Drogi

Niniejszy opis dotyczy propozycji chyba najciekawszej wycieczki w okolicy Zakopanego, wiodącej najgłębiej w Tatry Polskie jak się tylko legalnie da (oprócz drogi do Murowańca, której jedynym godnym uwagi walorem jest tak naprawdę stacja końcowa). Odbyłem ją dwukrotnie, późnym niedzielnym popołudniem i poniedziałkowym rankiem z 12 letnim synem Frankiem, więc materiał do refleksji jest dość bogaty i różnorodny fotograficznie. Jako że światło miałem z każdej strony !

Pocztkowy odcinek Drogi pod Reglami - fot. Lesław Obłój
Początkowy odcinek Drogi pod Reglami
obfituje w taką nawierzchnię

Początkowe, lekko ponad 4 km to w naszym przypadku (z uwagi na położenie kwatery) asfaltowy podjazd ulicami Zakopanego – zło konieczne, bo ruch w tym mieście jest bardzo wzmożony i bywa „dziki”. Było to wyzwanie dla płuc i nie mam tu na myśli mozołu podjazdu (choć taki właśnie był) tylko konieczności filtrowania przez własne drogi oddechowe zanieczyszczeń komunikacyjnych i tych wydobywających się z okolicznych pieców.

Okolice Kirów - Szutrowy fragmet Drogi pod Reglami - fot. Lesław Obłój
Okolice Kirów - Szutrowy fragmet Drogi pod Reglami

Ścieżki rowerowe w Zakopanem istnieją: na Równi Krupowej , wzdłuż drogi od Ronda Jana Pawła II do Kuźnic i od tego samego ronda w kierunku skoczni. Nie znaczy to że nie będzie tam czasem zaparkowanych „na chwilkę” samochodów, czy spacerowiczów z pieskami na długaśnej smyczy, czy dzieci biegających wokoło rodziców z wózkiem. Ale ja nie piszę dla zatwardziałych miłośników ścieżek rowerowych, nie mniej gdyby tacy byli... to proszę bardzo i zapraszam na szlak będący przedmiotem niniejszego opisu.

Zielony szlak - błotnisty fragment trasy - fot. Lesław Obłój
Zielony szlak - błotnisty fragment trasy

Na Drogę pod Reglami należy skręcić koło Wielkiej Krokwi i podziwiając jej infrastrukturę jechać wąską kamienistą ścieżką wzdłuż zeskoku skoczni. Wreszcie jedziemy ciekawym terenem (szlak oznaczony kolorem czarnym): nawierzchnia szutrowa, z dużą ilością kamieni, czasem korzenie albo ubita ziemia. Teren jest przyjemnie pofałdowany, da się poszaleć. Droga wiedzie lasem, a czasem jego skrajem.

Przez potok w bród, albo mostkiem - fot. Lesław Obłój
Przez potok w bród, albo mostkiem

Można podziwiać panoramę Zakopanego, Kościeliska i innych okolicznych wsi, leżących na przeciwległym zboczu. Daje to fajny klimat, osadzający rowerzystę w kontekście topograficznym. Na łąkach pasą się owcę, przy trasie bacówki z oscypkami i żętycą, może i innymi produktami o lokalnym rodowodzie. Co jakiś czas mijamy bramę do którejś z tatrzańskich dolin. Żal że nie możemy tam wjechać. Zwłaszcza wczesnym rankiem kiedy nawet kasy są tam nieczynne i brak turystów.

Skraj lasu - fot. Lesław Obłój
Skraj lasu - wąski ładny szuter

Może godnym rozważenia przez TPN pomysłem było by udostępnienie rowerzystom, choć niektórych tatrzańskich dolin np. do godziny 9. W okolicy wjazdu w Dolinę Strążyską polecał bym zamiast mozolić się na schodach, objechać je parkingiem. Też będzie spora górka ale bezstopniowa. W dalszej części trasy są jeszcze jedne malownicze schodki, ale możliwe do pokonania na rowerze z każdej strony. Ten odcinek wspomnionego szlaku kończy się przy bramie do Doliny Małej Łąki.
Dalszy przebieg Drogi pod Reglami to już jakby inna trasa. Zanikają wielkie kamienie, takie wbite w grunt jak i luźno rzucone na drogę. Nie ma mrocznego wilgotnego lasu z korzeniami czyhającymi aby nas wywalić. Są za to twarde, równe szutry i zaczynają się widoki na Tatry Zachodnie, ale i miejscami oddziałuje sąsiedztwo asfaltu. Szybkim zjazdem kończymy ten odcinek w Kirach.

Stromy zjazd - fragmet pięknej ścieżki - fot. Lesław Obłój
Stromy zjazd - fragmet pięknej ścieżki

Po kilkusetmetrowym nie wartym wspomnienia odcinku asfaltowym skręcamy w lewo na szlak zielony. On doprowadzi nas do schroniska w Dolinie Chochołowskiej. Pierwszy fragment wspomnianego szlaku wiedzie ciekawym lasem. Znaleźliśmy tam błoto , kamienie, potoki, śliskie korzenie. Ale i ładne ścieżki z ubitej ziemi, które rower tak lubi. To bardzo satysfakcjonujący i malowniczy odcinek, urozmaicony widokowo i technicznie. Taka perełka.

Taki piękny miękki zjazd - fot. Lesław Obłój
Taki piękny miękki zjazd

Ostatni etap trasy to Dolina Chochołowska, początkowy asfalt na szczęście zamienia się na szuter i już czujemy się na miejscu: Tatry, rower i szuterek – tak ma być !
Jadąc tą doliną, od razu daje się zauważyć pewne nie takie znowu subtelne różnice w stosunku do innych obszarów Tatr. Dolina Chochołowska nie jest zarządzana przez TPN tylko przez coś co się nazywa, uff: Wspólnota Leśna Ośmiu Uprawnionych Wsi w Witowie. To jakiś karkołomny twór, który mógł powstać (w Tatrach !) tylko na zasadach, trudnych do ogarnięcia przez prostolinijnie myślącego człowieka. W domyśle: interesy górali. Dla turysty różnice są takie: co jakiś czas – czyli często! mija nas samochód osobowy, traktor, czy ciężarówka z rejestracją KTT (w końcu to jest ich własność to se mogą).

Chwila odpoczynku - fot. Lesław Obłój
Chwila odpoczynku i ... motyl
odżywia się szczątkami rękawiczki

Po wejściu w las (a nawet od drogi) widać rozjeżdżone niemiłosiernie – ciężkim sprzętem szlaki turystyczne. Mnóstwo wyciętych drzew. Latami, bo obserwuję ten proces już długo coraz to wcześniej widać góry. A powinno być na odwrót, bo drzewa rosną, a tu maleją... Cóż magia Gminy Witów. To zawsze mocno zniesmacza wycieczkę tą doliną.
My po krótkiej posiadzie w schronisku, nawodnieniu siebie i bidonów ruszyliśmy w drogę powrotną, prawie dokładnie po swoich śladach.

Smaczki MTB - fot. Lesław Obłój
Smaczki MTB

Całość trasy liczyła lekko ponad 50 km. Rowery solidnie obłocone. Kolarze podobnie, ale satysfakcja była. Piękna, jak by nie było tatrzańska przygoda z synem – w tej odsłonie na rowerach. Czego chcieć więcej. Dodam jeszcze że na drodze jest sporo ciężkich – sztywnych podjazdów. Bywa ślisko. Są miejsca gdzie można się poczuć niepewnie, bo trzeba przejechać wąski śliski mostek z trudnym najazdem, lub trawers po obłoconych korzeniach, albo kiedy zastanawiamy się czy elektryczny pastuch który niemal muskamy kierownicą (moja ma 78 cm) jest pod napięciem. Ale to jest tak na prawdę to co tygrysy lubią najbardziej!

Górne odcinki Doliny Chochołowskiej - fot. Lesław Obłój
Górne odcinki Doliny Chochołowskiej
są bardzo malownicze

Nie to jest to główną trudnością tej drogi (trudności przyrodnicze bywają w górach na ciekawych trasach MTB). To ludzie poruszający się tym szlakiem mogą stanowić niedogodność. W najlepszym przypadku nie pojeździmy na 100 %, poćwiczymy łagodne slalomy czy stójkę, albo ostre hamowanie. Czasem jedzie się tak wolno że można sobie z piechurem pogadać o górach i o rowerach - też potrzebne. W 99% są to sympatyczne pozdrowienia z obu stron.

Franek prowadzi peleton ... pieszych - fot. Lesław Obłój
Franek prowadzi peleton ... pieszych

Cześć, przepraszam, dziękuję, powodzenia, czy do zobaczenia. To jest fajne, bardzo budujące. W końcu jesteśmy w górach i każdy kto po nich chodzi/jeździ uważam, że pewien etos gór wyznawać. Ale pozostaje ten 1 statystyczny procent, a może to tylko kilka promili... Żeby było jasne my na rowerach nie jesteśmy w żaden sposób uprzywilejowani. Kultura i zabieganie o bezpieczeństwo pieszych turystów obowiązuje nas nawet bardziej niż ich w stosunku do nas. Sztuka polega na tym aby współistnieć na szlaku w przyjaznej, kulturalnej i bezpiecznej atmosferze.

Końcowy fragment Doliny Chochołowskiej - fot. Lesław Obłój
Końcowy fragment Doliny Chochołowskiej, w tle Kominiarski Wierch

W powyższym kontekście jeśli chcemy w pełni skorzystać z walorów „sportowych” tej trasy polecam godziny poranne. W niedzielny wieczór było jak na moje potrzeby zbyt tłoczno, choć światło wyśmienite. Za to poniedziałkowy poranek pozwolił, sobie po prostu pojeździć.
Na koniec pytanie, dla kogo ta trasa? Mój syn ma 12 lat, ale był już ze mną w wielu górach w trudnym terenie. Przejechał z entuzjazmem całość, schodząc z roweru tylko w kilku na prawdę trudnych i niebezpiecznych miejscach. Mi też zdarzyło się na chwilę zejść z roweru. Ktoś mniej doświadczony, albo słabszy prowadził by rower może dłużej. Prawdę mówiąc widziałem turystów prowadzących rowery nawet na szutrowych odcinkach drogi biegnącej wzdłuż Doliny Chochołowskiej i to zarówno w górę jak i w dół. Pewien problem może stanowić długość trasy. Można sobie ją skrócić, chociażby parkując pod skocznią. Warto jednak ze wszech miar potraktować tą trasę jako rowerowy tatrzański cel, albo antrakt pomiędzy wspinaczkami górskimi i nie jest to czas stracony.

© 2007-2019 Lesław Obłój